Moje życiowe drogi znów zeszły się z firmą Satus. Właściwie nie do końca moje drogi, ale można tak powiedzieć. Poprzednio wyłącznie informowałam o niej w niezbyt obszernej notce. I proszę bardzo, co się stało!
Drogi mojego męża Arnolda dość nieoczekiwanie zbiegły się właśnie z firmą Satus. A było to tak.
Arnold już od dłuższego czasu narzekał na swojego szefa i na traktowanie go w pracy. Zresztą nie tylko jemu było ciężko, szef awanturował się z tygodnia na tydzień coraz częściej, nie wypłacał na czas pensji, kazał zostawać po godzinach, robił dwuznaczne propozycje części personel, w firmie nie dawało się wytrzymać i wiele osób jeszcze przed odejściem Arnolda zwolniło się z niej. Szef z tego sobie kompletnie nic nie robił, pewnie tak będzie do momentu aż ktoś zgłosi się na niego ze skargą. Ale ludzie po prostu wolą zmienić pracę niż ciągać się po sądach.
Arnoldowi też owo ciąganie się nie uśmiechało, miałby coś w papierach i po co mu to? Tak sam twierdził a ja nie naciskałam na zmianę decyzji. W sumie miał rację.
Wysłał CV do wielu firm. Człowiek z takim doświadczeniem nie musiał czekać długo aż ktoś się odezwie. Z jakiej firmy się odezwali, ano był to Satus 
Skończyły się narzekania na złego szefa i spóźniające się wypłaty, Arnold w nowej firmie znalazł dla siebie miejsce, jest doceniany a ja cieszę się wraz z nim.